… na skutek maila od przyjaciela.

Mam takiego przyjaciela księdza, który ma do mnie anielską cierpliwość, jako że większośc naszych rozmów polega albo na moim opieprzaniu go, albo na wyciąganiu z niego wszystkiego co chcę wiedzieć jak na spowiedzi albo i gorzej.

Świętym za to zostanie jak nic. I za parę innych rzeczy pewnie też.

Przypomniało mi się, wracając do tematu, że zrobił piękną rzecz.

Przed operacją odwiedził mnie w szpitalu. Tak, samo w sobie jest to piękną rzeczą😉 Ale będzie piękniejszy ciąg dalszy.

Zapytałam czy jest szansa na sakrament chorych. Głupio mi było, ale nie czas na czucie się głupio, kiedy człowiek pod nóż idzie.

A on miał wszystko przy sobie. Na wszelki wypadek.

I przeprowadził „rytuał”. Ręce mu drżały i te ż mu było głupio. Chociaż może się mylę? Nigdy nie zapytałam. Ale chyba jednak…

Było na m obojgu jakoś głupio, bo to tak inaczej się działo, bardziej dostojnie, bardziej osobiście, bardziej metafizycznie niż zwykle.

Piękna rzecz🙂

Tak sobie myślę.