Rzadko wpadam w melancholię. Dziś też w nią nie wpadłam. Snuję sobie jednak refleksje (to moje hobby).

Zbieram skrawki przeszłości. W jakiś sposób przeszłość stała się bardzo ważną częścią mojego życia w teraźniejszości – ważniejszą niż do tej pory.

Przedtem żyłam przyszłością, tym co zrobię, jakie mam plany, jak sobie ułożę życie… Świat należał do mnie. Czas należał do mnie.

A teraz nic do mnie nie należy, poza „tu i teraz”. Nie mam już wielkich planów. Ot, na przyszły tydzień. O wakacjach myślę już – „może, jak będę mogła, to…”.

Odwracam się w tył i patrzę na to, co minęło, a z czego moje obecne życie zostało złożone. Cenne doświadczenia, dobre i złe, na których zbudowany został mój światopogląd,  ludzie, którzy kiedyś byli ważni a potem jakoś się wymknęli z mojej rzeczywistości… Ścigam ich teraz. Chcę, żeby wrócili.

Przywołuję ten czas, kiedy szłam do przodu nie oglądając się w tył.

PS

Wczoraj, na Kasprowym, zakończyłam sezon narciarski. Cudnie było. Lato i śnieg🙂

A na weekend majowy jedziemy z mężem i przyjaciółmi zwiedzać Berlin🙂 To jeden z tych małych kroków w przyszłość.