Weekend majowy spędziłam z Berlinie, z mężem i dwójką przyjaciół. Fantastyczna wycieczka! Nawet nie przypuszczałam, że Berlin jest tak ciekawym miastem.

Zaczęło się od przygody.

Nie tak dawno przebudowali autostradę do Berlina, prostując ją nieco. Nie zdążyli jeszcze wybudować stacji benzynowych, o czym nie mieliśmy bladego pojęcia. Wprawdzie teść poinformował nas z iście pytyjską jasnością, że powinniśmy zatankować przed granicą, ale byliśmy przekonani, że to z uwagi na ceny. Zignorowaliśmy wskazówkę i pomknęliśmy do Niemiec.

Jedziemy, jedziemy, benzyna się kończy, a do Berlina jeszcze stówa. W końcu nasz komputerek pokładowy wyświetlił radośnie „0 km” do przejechania na zawartości baku. A stacji ani widu, ani słychu.

No nic, jedziemy.

Zero wesoło mruga nam na desce rozdzielczej, a my robimy 10, 20, 40 km… Cztery pary oczu rozglądają się nerwowo w poszukiwaniu charakterystycznych punktów krajobrazowych w postaci słupów z logo stacji. W każdym tunelu cztery pary uszu wsłuchują się w miarową (póki co) pracę silnika, próbując wyłowić najlżejsze odgłosy ksztuszenia się.

Przejeżdżamy mniej więcej 80km na zerze i wreszcie, już w samym Berlinie – jest stacja!

Tankujemy 49.03 litra do 50-litrowego baku🙂 Dzielne autko…

A teraz pozwolą państwo, że ich w tempie ekspresowym oprowadzę po Berlinie.

Szczególnie i koniecznie zwiedzamy:

– Muzeum Techniki (cały dzień wrażeń; tam jest po prostu techniczna historia kilku stuleci – wszystkie chyba możliwe dziedziny; można połazić, pomacać, pouruchamiać, przetestować i w ogóle się zadomowić)

– Muzeum Muru Berlińskiego na Checkpoint Charlie (stara granica między strefą amerykańską i czerwoną; najbardziej chyba podobało mi się zdjęcie rentgenowskie chłopaka, który przy ucieczce z Berlina Wschodniego dostał pociskiem odłamkowym uruchamianym automatycznie; 200 odłamków w ciele, dwa przy sercu; do tej pory chodzi w tymi dwoma, bo lekarze bali się operować…)

– Muzeum Pergamonu na Wyspie Muzeów (zrekonstruowana brama bogini Isztar – rewelacja; takoż i fragmenty Pergamonu, po prostu zbudowane w pomieszczeniach)

– Sony Center (nowoczesność na nowoczesności; oświetlenie i architektura, jakich my się nie doczekamy przez najbliższe stulecie; zwłaszcza przy odpowiedzialnych za to ludziach, którzy pozwalają budować takiego Hiltona nad Wisłą, wyglądającego jak odmalowany nowohucki blok)

– kopuła Reichstagu (szkło i stal; czeka się z godzinkę, ale warto zobaczyć Berlin z tego miejsca; i sama konstrukcja – fascynująca; niekonwencjonalny pomysł na doświetlenie wnętrza starej budowli)

– most Oberbaumbrücke (cudo inżynierii)

Reszta wspaniałości nie została przeze mnie wymieniona nie dlatego, że nie jest tego warta, ale z tej prostej przyczyny, że jeszcze nie zdążyłam potwierdzić owej wspaniałości naocznie🙂

Szykuje się zwiedzanie Berlina 2😉

Dziękuję za uwagę, życzę miłego dnia –

– Państwa Przewodnik (zawsze do usług).

PS

Zdjęcia dorzucę, jak skopiuję z aparatu.