A od tego przybytku – i owszem.

Przybytek szpitalny zdecydowanie obniża samopoczucie, choć ratuje życie. Cóż, fair deal.

Tym razem przybyłam do owego przybytku (tak to chyba należy zgrabnie ująć – zwróćcie, proszę, uwagę na wysublimowaną grę słów…) wczoraj, w poniedziałek. Ponieważ przyjęli mnie dość wcześnie, to pani doktor była tak miła, że rozpisała mnie jeszcze w ten sam dzień i podpięli mnie do rurki.

Dziś już drugi dzionek i proszę: nie prysnęła mi dętka, póki co. Całkiem nieźle się czuję – dużo lepiej niż ostatnio i mam nadzieję, że ta tendencja utrzyma się do jutra i dłużej.

Pan zza ściany długo i uporczywie zapraszał nas wczoraj na telewizję (bo w naszej sali nie ma), ale grzecznie wykręciłyśmy się. No, żeby był młody i przystojny, to bym się zastanowiła😉 Ale młodych i przystojnych to nawet w telewizji wtedy nie pokazywali…😀

Cytat z wczorajszej rozmowy z kolegą:

[edit-kolega zgłosił zażalenie; nie chodziło o jaja, a o cele; niektórzy mogą zauważyć różnicę ;)]

„Mężczyzna bez celów to lipa.” :]

Zapamiętajcie, panowie😉