Ogarnęło mnie totalnie. Nic mi się nie chce. Nawet wychodzić z domu mi się nie chce, bo wstyd mi wychodzić z taką brzydką gębą w czerwone kropki, a tapety mi się… NIE CHCE nakładać, bo to za długo trwa. No więc siedzę w domu. A skoro nie wychodzę, to piżamy mi się NIE CHCE przebrać. I tak sobie gniję i za nic się zabrać nie mogę. Trochę czytam, trochę oglądam, generalnie przyklejam się do krzesła przed komputerem i odrywam się na jedzenie. Którego też, oczywiście, NIE CHCE mi się robić, więc dzięki Bogu za teściową, która mnie dokarmia.

Beznadzieja, po prostu.

Tak, wiem, zaczniecie mnie teraz mobilizować😉 No i dobrze. Zobaczymy, czy to na mnie działa, czy jestem odporno-oporna.

Ale wiecie co? Zjem zupę i idę na zakupy. Bo siedzieć w domu też mi się już NIE CHCE…

PS.

W ramach lenistwa obejrzałam po raz fifnasty „Brokeback Mountain”. Jestem od tego filmu uzależniona chyba.

PS2.

Ireth – mój mąż już Cię lubi za komentarz do wpisu o nim :] Tak powiedział😀