Yep, drogie panie i mili panowie. Wypróbowałam magiczny środek medyczny o nazwie Gasec i spałam dziś jak dziecko. Poza tym, że spędziłam dwie popółnocne godziny na wycieczkach do kibelka, co, niestety, bywa ostatnio okupione sporą dozą wysiłku i nieprzyjemności. Miewam krótkie bóle brzucha, poza tym. No ale nie może życie być usłane samymi różami, zwłaszcza kiedy się ma raka. Swoje trza znieść (dość dosłownie, jak jajko) no i trudno. Żeby tylko takie jelitkowe problemy miał człowiek…

Mamcia dziś przychodzi. Idziemy na spacer na Pocztę Głowną😀 Może na jakiś deser ją wyciągnę… Nie powinnam jeść cukru, ale odczuwam silną potrzebę dogadzania sobie. W jakiś sposób wynagradzam sobie braki komfortu w innych dziedzinach.

Gorąco ostatnio, co? Muszę chodzić w kapeluszu – pani doktor kazała. Przy tej ilości tapety, którą próbuję zamaskować moją twarz to słońce nie ma wprawdzie szans, ale mam taki fajny kowbojski kapelusz – żal nie wykorzystać🙂