Wstałam.

Umyłam się i nałożyłam puderek (jeszcze muszę, bo choć moja twarz wreszcie wygląda jak twarz, to jeszcze nie całkiem wróciła do normy).

Ubrałam się.

Poszłam na tomografię.

Młody pan doktor, ujęty moim przekonywaniem i niewątpliwie poważną sytuacją, zainterweniował i załatwił mi tomografię „all in one”. Czyli udało się pokazać język NFZ-towi i zrobić jamę brzuszną, miednicę i klatkę piersiową dzisiaj. Nie muszę chodzić na kolejne terminy. Poprosiłam ładnie żeby opis był dokładniejszy niż poprzednio („zmiany większe i w większej ilości”) i ekspresowo. Obiecał, że postara się do wtorku, a jak nie zdąży, to do środy. No i git. Są jeszcze ludzie dobrej woli🙂