No nie mogło być pięknie i prosto.

Pani doktor zadzwoniła, że mam za niską hemoglobinę. 9,5. A oni przyjmują od 10,5. No i nie mogą mnie wziąć jutro. Dzwoniłam do mojego ordynatora, kazał mi jutro rano się pojawić – będziemy radzić. Jak mi urośnie ta hemoglobina, to za dwa tygodnie by mnie wzięli… Cholera mnie bierze, bo ten syf cały czas rośnie.

No zobaczymy co jutro. A dziś rozpoczynam wędrowanie po stronach z badaniami klinicznymi, klinikami niemieckimi i takimi tam i szukam nowych opcji.

PS

W sobotę byłam na skałkach – fantastyczny, nieczynny kamieniołom w kieleckim. I nawet zrobiłam (na wędkę), dwie drogi o wycenie V. Nie było nikogo oprócz nas – za gorąco😉

Ale niedzielę to całą odpoczywałam po tym zrywie jakże imponującym. Och, w ramach wysiłku fizycznego zmieniłam pościel😛