Łykam sobie pigułki i gdyby nie fakt, że organizm dalej szykuje się na lądowanie Nostromo, czułabym się w siódmym niebie. Nic mi się nie dzieje, skutków ubocznych nadal nie zaobserwowano i chyba tak zostanie. Tylko śpię sporo w dzień – brzuch wtedy odpoczywa, a upał zamyka oczy. Potem, oczywiście są problemy w nocy. Budzę się przy przewracaniu (brzuch nie daje się przewrócić we śnie), a nocną dawkę błogiej nieświadomości kończę około 6 rano. Nie do pomyślenia – kiedyś.

Ważę 54 kg. To znaczy, że mam od cholery płynu w brzuchu i muszę w poniedziałek koniecznie zaprezentować to personelowi oddziału onkologicznego. Inaczej pęknę. A tak w ogóle bycie w ciąży mi się nie podoba :]