W związku z tym, że brzuch przeszkadza mi udawać, że jestem zdrowa, byłam zmuszona znowu przyjąć do wiadomości, że jednak nie jestem i zająć się swym choróbskiem. Zobowiązana przez kolegę, poprosiłam męża o zakupienie podstawowej literatury na ten jakże nudny już temat. No i mąż wywiązał się z zadania mistrzowsko: przyniósł mi z Empiku książkę „Antyrak”.

Wojtku – melduję, że już zaczęłam czytać :]

Dla równowagi zaczęłam też czytać „Ścieżki chwały” o Mallorym i Evereście – zdecydowanie szybciej i przyjemniej się czyta😉

Jeez, jak mnie ten brzuch wpieprza! Mąż poszedł na imprezę urodzinową kolegi, a ja wymiękłam. Wyprawa na Rynek nie przejdzie, choć mieszkam od niego 15 minut piechotą, a jak się idzie w szybszym tempie – 10. Z moją ciążą i prędkością krok na 2 sekundy to lezę co najmniej pół godziny. A jak już dojdę, to chcę wracać i walnąć się w wyro. Tak więc siedzę sobie w domu i podgrzewam zupę. O 22 tablety.