Pan Emil jest uroczym małżonkiem pani Basi, z pochodzenia Bułgarem i również lekarzem (nie z pochodzenia, tylko jak pani Basia). Świetnie gotuje. I jest bardzo roztrzepany.

Dziś rano postanowiliśmy wybrać się na jakieś wstępne zwiedzanie. Zebraliśmy się i już już mieliśmy się wymknąć – pan Emil spał po nocnym dyżurze – kiedy nasz gospodarz przebudził się i usłyszawszy o naszych planach (jak się później okazało – usłyszawszy niezbyt dobrze) zażądał kategorycznie, żebyśmy poczekali na niego.

Myślimy – fajno, podrzuci nas tu i ówdzie (mieszkamy teraz wszyscy razem pod Paryżem), coś pokaże. Wsiedliśmy w autko i dojechaliśmy do… Carrefoura 500 m od domu. I rozpoczęły się wielkie zakupy. Co było robić! Nie wypadało odmówić, więc przewlekliśmy się przez sklepisko do bólu mojego brzucha i jeszcze dłużej. Potem już nie miałam siły jechać na żadne zwiedzanie.

Siedzę więc w pokoju, zajadam pomarańczę, mama czyta Doktora Wilczura, a małżowinek pojechał  coś zwiedzić🙂