Dolecielim.

Zwleklim zezwłoki o 5.30 głęboką nocą, pojechalim na lotnisko i o 7.55 wystartowalim. Obyło się bez przygód.

Na podparyskim lotnichu CDG odebraliśmy wynajęte autko i GPS doprowadził nas do szpitala im. Raymonda Pointcare do pani Basi. Bardzo fajna, nieprzytomnie roztrzepana kobietka. Poznałam też jej szefową.

Pierwsze spostrzeżenia:

– kolejek brak; nawet jak czekałam godzinkę to w przytulnym pokoiku z leżanką

– kolorowo, ładniutko, miło

– lekarze bezpardonowi, bezpośredni; pozytywnie nastawieni: „la situation est dificile mais avez courage!” – coś u nas niespotykanego właściwie

– szpitalny obiad z pizzą i arbuzem

Na pierwszy rzut – tyle. Wrażenia pozytywne🙂