1. Komentarze.

Dziękuję Wam za życzenia i wszelkie dobre słowa. To naprawdę ważne. Dziś mam już lepszy dzień i jestem w stanie poświęcić ułamek myśli czemuś innemu niż „boli mnie”. Jestem Wam bardzo wdzięczna za chęć pomocy. Konto w Caritas już zostało założone, mój mąż produkuje specjalną stronkę poświęconą ratowaniu mojego mizernego życia. Jak tylko będzie gotowa, to podam Wam szczegóły.

Dziękuję za zaufanie i chęć wpłacania na moje prywatne konto, ale wolę przeprowadzić wszystko oficjalnie, skoro da się to zrobić szybko🙂 Duże pieniądze mają brzydką tendencję do generowania dużych problemów, jeśli się ich nie pilnuje.

2. Cztery kółka.

W sobotę ostatnią mąż wyciągnął mnię z łoża boleści i zawiózł na paryskie, a właściwie światowe targi samochodowe. No niezłe, niezłe te bryczki. Kosmiczne, rzekłabym.

Jaguar.

 

Mazda.

 

Renault.

 

Audi.

Salony zwiedzałam na wózku inwalidzkim, co wiąże się z kolejnymi spostrzeżeniami na temat pojazdów kołowych. Wystarczy pojeździć kilka godzin i człowiek ma obraz życia na wózku. Dopiero wtedy zdaje sobie sprawę z tego, jak ciężkie jest życie osób niepełnosprawnych. Nikt cię nie zauważa, ty nic nie widzisz, wszyscy na ciebie włażą, można dostać klaustrofobii, zdzierasz sobie gardło krzycząc ciągle „Excusez-moi!”

Jeszcze bardziej traumatycznym przeżyciem była wyprawa do Carrefoura – całkowity brak przystosowania czegokolwiek do poruszania się na wózku. Schodki – i to dosłownie – zaczynają się pod blokiem. Podjazdów nie ma. Dobrze, że mogę wstać. Chodniki dziurawe – dostaję wstrząsu mózgu. Samochody zaparkowane tak, że wózek się nie mieści.  Zjazdów z chodnika nie ma, przez ulice przechodzę na piechotę. Na środku chodnika rosną drzewa, więc wózkiem trzeba jechać ulicą, pod prąd. Uff. Nie wiem jak niepełnosprawni sobie z tym radzą.

3. Punkcja.

Wczoraj miało być ściąganie płynu z otrzewnej, ale USG pokazało, że:

– płynu nie ma wcale tak dużo, więc to raczej nie on mi doskwiera

– są wprawdzie przestrzenie wypełnione wodą, ale nie da się do nich bezpiecznie (czyli nie naruszając guza) wkłuć

No i żadnego zabiegu nie było. Na szczęście brzuch sam postanowił trochę odpuścić i dziś nie boli.