Zagapiłam się z odpowiedziami na komentarze i tyle ich przybyło, że pozwolę sobie za nie podziękować zbiorowo🙂

A teraz do rzeczy: czytam Wasze wypowiedzi dotyczące moich (i nie tylko) przeżyć duchowych i mam wrażenie, że w większości przypadków nie rozumiemy się.

1. Nie buntuję się wobec Boga i Jego woli. Dał Pan i zabrał Pan, niech imię Jego będzie błogosławione. Prawda, trudno mi je czasem błogosławić, ale nie przeklinam Boga i nie mam do Niego pretensji.

Co więcej, mam pełną świadomość, że to nie Bóg zesłał na mnie chorobę. To popularny pogląd, że „Bóg nas doświadcza”, więc prezentuje nam takie niewesołe jazdy. A ja to widzę inaczej: całe zło, w każdej formie, to przecież dzieło szatana. Bóg jedynie zezwala żebym dostała kopa w tyłek i potrafi z tego zła wyprowadzić dziesięciokrotnie większe dobro. Widać to choćby na przykładzie akcji KOPR, która wyzwala w ludziach niesamowite pokłady współczucia i chęci pomocy.

Tak więc nie mogę mieć do Boga pretensji, bo choroba to nie Jego sprawka.

2. Jak już kiedyś pisałam, nie zadaję ani sobie, ani nikomu innemu pytania „dlaczego?”. Po części wiem dlaczego, po części „a dlaczego nie?”, a ta trzecia część mnie widocznie nie interesuje. Zadaję pytania zupełnie innej kategorii i uważam, że są one drogą. Mam zwyczaj rozkładać każde zdanie na czynniki pierwsze, co chroni mnie przed bezmyślnym przyjmowaniem i powtarzaniem frazesów. Owszem, to nie ułatwia wiary, często popełniam błąd nadmiernej intelektualizacji i zapędzam się w kozi róg. Nie da się jednak zaprzeczyć, że stawiając mnóstwo pytań uzyska się więcej odpowiedzi, niż nie stawiając ich. Nawet jeśli tych odpowiedzi będzie maluśko w stosunku do całej wiedzy i prawdy, którą dysponuje Bóg.

3. Nie popełniajcie, proszę, błędu wrzucania wszystkich chorych na raka do jednego worka. Mimo, że stanowimy pewną grupę, jesteśmy różni. Mamy różną duchowość i różne postawy wobec Boga i wobec choroby. Nie każdy chory zadaje sobie koronne pytanie „dlaczego?”. Nie każdemu choremu wystarcza odpowiedź „bo tak” podana w różnych mniej lub bardziej lukrowanych formach.

To tak jak z komputerami. Nie można każdemu użytkownikowi powiedzieć, że może sobie włączyć komputer przyciskając czerwony guzik po lewej stronie obudowy. Bo niektóre komputery mają od tego niebieski guzik po prawej. Albo są laptopami i trzeba im najpierw otworzyć klapkę.

4. Moje pytania są z kategorii praktycznej. Znowu posłużę się przykładem komputera.

Nie jestem użytkownikiem, który kiedy mu OS świruje wędruje do producenta i zadaje setkę pytań dotyczących algorytmów. Nie interesuje mnie jak i w jakim języku OS został napisany. Nie muszę znać tajemnic samego programu. Chcę tylko wiedzieć jak go używać, żeby działał tak jak powinien. Co i gdzie mam przycisnąć. Innymi słowy – nie chcę schematu budowy maszyny, tylko instrukcję obsługi.

Tak samo jest z Biblią, Bogiem i moimi pytaniami do Niego🙂