Zmienia mi się samopoczucie tak co jeden, co dwa dni. Na ogół zły dzień polega na tym, że mnie boli brzuch i/albo plecy. Morfina działa przez ok 9, 10 godzin, a nie obiecywane przez ulotkę 12, więc codziennie mam dawkę walki z kręgosłupowym lichem. Da się znieść. Ale jak dołączy brzuch to już klapa. I wczoraj była klapa. A dziś jest przerwa w klapie i mam się w miarę.

Podczas klapy porzyguję sobie po tabletkach, albo po obiadku, albo bez specjalnej okazji… Nic miłego, ale plus jest taki, że mnie nie muli cały dzień, tylko szybciutko mnie zbiera, 2-3 minuty zastanawiam się czy chce mi się rzygać czy nie i potem truchcik do łazienki.

Kiedy mam taki dzień, że nic mnie nie boli i z ochotą kładę się wieczorem spać, to chce mi się płakać z radości. Proszę, jak to się perspektywa zmienia i jak niewiele człowiekowi do szczęścia trzeba…

Jem sobie serki pleśniowe z winogronkami. Próbowaliście? Jeśli nie, to koniecznie spróbujcie! Pychota. O ile ktoś lubi sery pleśniowe, rzecz jasna.

Pojawiły się prośby o napisanie „co dalej” i jak tam miewa się KOPR. Otóż w przyszłym tygodniu będziemy oceniać skutki leczenia kombinacjąXeloda + Tyverb i zależnie od tego co wyjdzie lekarze podejmą jakąś decyzję. Wyniki krwi mam bardzo dobre, w każdym razie.

A KOPR rozwija się bardzo prężnie dzięki Waszemu zaangażowaniu, wsparciu i wszelakiej pomocy. Wkrótce przedstawię dotychczasowe osiągnięcia akcji🙂