W związku w tym, że poszczególne części mojego organizmu biorące udział w chorowaniu zaczynają protestować coraz poważniej, podjęte zostały następujące decyzje:

Pani Basia po konsultacjach u 3 chirurgów usłyszała, że „jest to do wycięcia”. Ten świntuch w brzuchu, znaczy się. Wczoraj, a zwłaszcza przedwczoraj czułam się tak słabo i kiepsko, i tak ciężko mi się oddychało, że stwierdzono – nie ma na co czekać. W ramach przygotowań do potencjalnej operacji jutro, prawdopodobnie, idę do szpitala na odciąganie płynu z płuc i talkowanie. To taki zabieg żeby się w płucach płyn nie tworzył. Następnie jakaś sonda do nerki i coś tam i coś tam, no i może za jakiś tydzień, dwa – operacja. Jeśli się będę nadawać.

Żeby Was nieco wprowadzić w stronę finansową całego przedsięwzięcia, powiem Wam, że koszty tylko przygotowania oszacowano na ok 22 tys. EUR. Niemało, oj, niemało… A podobno dopiero po operacji będzie za co płacić.

Tak więc sami widzicie – zbieramy dutki dalej🙂

(Mama mnie co chwilę dobudza, bo przysypiam nad laptopem…)

Do szpitala komputera chyba nie wezmę – wątpię, żebym miała siłę się tam wpiąć do sieci, nie mówiąc o pisaniu relacji. Zależnie od rozwoju sytuacji albo laptopa potem sprowadzę, albo nie, albo mój mąż może wrzuci jakąś krótką notkę… Się zobaczy.

Wszystkich mających plany wycieczkowe i nie tylko, związane z Paryżem, zapraszam :] Odwiedzinami nie pogardzę, o ile będę na tyle świadoma, że zdam sobie z nich sprawę.

PS

Przed chwilą próbowałyśmy z mamą oglądać Kasię i Tomka. Eeeee, nudy na pudy. Wytrwałyśmy 1,5 odcinka😉